środa, 23 października 2013

czwartek, 27 czerwca 2013

OTO  JEST  KIKI !



Jakiś pies wypłoszył jej matkę z zarośli na skraju łąki i pogonił
a potem wrócił po nią ale ludzie byli szybsi - na szczęście odgonili psa
i tak oto Kiki trafiła do nas cała i zdrowa ale BARDZO wystraszona.


Pierwsze wyjście na podwórko skończyło się paniczną próba ucieczki
bałam się, że  zrobi sobie krzywdę (a zdarza się, że sarny zabijają się o pogrodzenia)
więc kupiliśmy szelki i na długiej gumie - by uniknąć szarpnięć i upadków - spacerowałyśmy po ogrodzie
Po dwóch dniach zupełnie przyzwyczaiła się do otoczenia.


No i okazało się, że to nie mama...

Torak automatycznie został "stadem" i Kiki naśladując go, uczy się co można jeść w ogrodzie - bo do tej pory karmiłam ją tylko mlekiem.
Nie ukrywam, że to ogromna dla mnie pomoc, bo toraka uczyłam ja i było to bardzo czasochłonne. Jest wiele roślin nieszkodliwych dla nas  ale dla młodych sarenek bardzo jak np. szczaw.



Torak ma już różki, które często próbuje na pniach drzew i nieuważnych gościach:))))


wtorek, 16 kwietnia 2013



Stado nam się powiększyło :))

Na początku kwietnia przybyły do nas trzy gracje, czyli Babcia koza z córką i wnusią:)

Są to bardzo grzeczne i spokojne kozunie:)
Pierwsze spotkanie z naszymi kozami ( bo baranki zupełnie nie były zainteresowane nowymi) była mała próba sił. Babci nie zaczepiał nikt - może ta biżuteria wzbudzała taki szacunek. Za to Babcia upatrzyła sobie Diego do ustawiania i tu muszę bardzo go pochwalić - jak przystało na dżentelmena, przyjmował ciosy ale nie oddawał - choć jest od niej większy.


Babcia Koza


Mamunia i Fisia

Naturalnie głównym prowodyrem była Mała Mi. Ciągle zaczepiała Mamunie i łaziła za nią na tylnych nogach gotowa do sparingu.  
 Fisie rozpiera energia skacze na wszystko i na wszystkich. Ale ja akceptują wszyscy:)


Fisia z profilu:)

Co dziennie mam 2 l mleka:)
i już robię sery:)))
Choć jeśli mam być szczera to  uczę się, marzy mi się ser z rozmarynem....
Jak będziecie w okolicy zapraszam na degustacje:)))

sobota, 23 marca 2013

Na przywołanie wiosny - wspomnienie lata:)




Nasi goście przyjechali z  Przedszkola Integracyjnego w Trzebnicy.



Większość dzieci odwiedzających nas nigdy nie miała kontaktu z innymi zwierzętami niż koty, psy i króliki. Dlatego możliwość dotknięcia i nakarmienia kózki, osiołka czy baranka wzbudza OGROMNE emocje. Tak też było i tym razem a cały mój inwentarz staną na wysokości zadania:)
Kozy meczały, baranki beczały, suczki próbowały świsnąć kiełbaski a kurki zjadały okruchy po ciastkach - co doprowadzało do czkawek ze śmiechu:)  


Potem były zabawy piknikowe  choć zdarzały się nagłe wymiany słów i ciosów - by ustalić czyja jest piłka lub autko:))  
Zwierzętom też zdarzają się przepychanki - choćby o smaczny kąsek, więc można śmiało uznać, że wszystkie zachowania były jak najbardziej naturalne:) 


Gwoździem programu była przejażdżka na kucyku - Kasi. Niestety nie mam zdjęć  ponieważ towarzyszyłam dzielnym amazonkom i cowboyom przy, często pierwszej w życiu jeździe konnej.
 Bardzo poruszyło mnie to jak intensywnie reagowały te dzieci i goszczenie ich u nas było dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem.

Muszę jednak przyznać, że zdążyło się coś co do dnia dzisiejszego budzi we mnie duży niesmak - i wierzcie mi, że nazwałam to bardzo delikatnie. Kierowca autobusu, którym przyjechały te dzieci popisał się żenującym poczuciem humoru. Żywię nadzieję, że nie będę musiała już nigdy więcej oglądać tego pana - bo o goszczeniu u mnie nie ma już mowy.


Mała Mi :)





Małą Mi i jej towarzysza Pedra przywieźliśmy z wrocławskiego zoo... 



To był szalony dzień i szalona podróż, bo razem z nimi jechał jeszcze Dyzio.Teraz myślę, że uratowaliśmy kozuchom życie, bo większość tych małych zwierząt kończy jako karma dla mięsożerców :/ Ja do nie dawna nawet się nad tym nie zastanawiałam, potem przez moment myślałam, że mięso jest kupowane. ..
Każde gospodarstwo stara się być jak najbardziej samowystarczalne... 
I nie oburza mnie to, nie szokuje. Gdzieś w środku rozumiem to tak, że żadne z tych zwierząt nie ma innego wyboru, ani lew ani koza. Porządek rzeczy od początku był inny, ale ich los osadził w klatkach. 




Mała Mi jak jej imienniczka z Muminków na charakterek wymagający dużo cierpliwości:))
Jeśli jest coś nabrojone to na pewno maczała w tym raciczki Mała Mi:)))
Ma na sowim koncie  kilka włamań do kurnika i wyjedzenie kurom zboża, połamała kilka paśników - w tym dwa dla koni - bo do nich wskakiwała. Oraz wyjedzenie wszystkich wiosennych kwiatów sąsiadowi - to oczywiście była akcja grupowa.
Pierwsze zdjęcie przestawia Mi w zagródce dla królików:)) nie miały szansy zjeść jeśli nie poczekałam i nie popilnowałam ich.


Łakomstwo zmusza ja do skakania na naszych gości i wyjadania im marchewek z rąk.
Pedro bierze czynny udział we wszystkich "akcjach", ale ma charakter zdecydowanie spokojniejszy. Jest równie żarłoczny ale bardziej ostrożny, musi zaufać, poczuć się bezpiecznie żeby podejść. Mi podejdzie zawsze - bo KAŻDY może mieć coś do jedzenia:)

Są już u na kilka lat i znamy się dobrze, przeszliśmy razem przez kilka poważnych i mniej poważnych wypadków. Pewnej zimy Pedro bardzo mocno rozciął nogę, dość poważnie naruszył sobie staw. Przy zmianie opatrunku szalał - co zrozumiałe - bał się bólu i tego, że go łapiemy i unieruchamiamy... Wszystko się dobrze skończyło nózia się zagoiła a zaufanie odbudowało. Któregoś lata Mi miała ranę na plecach - któryś z koni nie wytrzymał tego, że wyjadała mu paszę i ugryzł ją w grzbiet - tak porządnie ugryzł. Straciła kawałeczek skóry, sierść została wyrwana a potem wypadła w okolicy rany z powodu stanu zapalnego. 
Wiedziałam, że coś takiego prędzej czy później się wydarzy, bo naprawdę czasem dokuczała bardzo i nie czuła żadnego respektu przy koniach... Po tym wypadku zachowanie  Mi się nieco zmieniło, szczególnie wobec koni:))  Latem zeszłego roku podczas przepychanki o smakołyki złamała róg prawie w połowie. Nie jest to łatwe, więc pewnie zahaczyła w walce o inne rogi. Było to podczas wizyty dzieci z dwóch piątych klas szkoły podstawowej. To one zaczęły krzyczeć i kiedy zobaczyłam Mi to mnie zatkało. Krew zalewała jej oczy a ona nadal wyrywała z rąk marchewki:)) Pewnie rogi nie są tak unerwione jak ukrwione:))) Po przemyciu rogu i umyciu oczu była witana jak bohaterka - dużą porcją marchewek. 




Ostatnio Mi zachorowała na zapalenie stawów. Bolą ją przednie nogi tak, że rano gdy je wypuszczam ma problemy z wstaniem i robi kilka kroków na kolanach. Weterynarz nie podał jej nic przeciw bólowego żeby się nie przeforsowała, gdy boleć przestanie. Z niecierpliwością czekam kiedy leki zadziałają i Mi znów zacznie rozrabiać.


...
Raciczki dochodziły do siebie dość długo, potrzebne były kolejne zastrzyki. Mi jest raczej leciwa kozunią i chorubska nie odpuszczają tak szybko jak kiedyś.
Ale teraz jest już zdecydowanie lepiej, już była nawet pierwsza w tym roku eskapada za ogrodzenie:))



niedziela, 6 stycznia 2013

Zima . . . 

To jest dla nas dość wymagający czas. Poza temperaturą i braniem słońca doskwiera nam woda...
Na całym terenie mamy glinę, więc woda wsiąka dość opornie. Po każdym większym deszczu, w trakcie roztopów lub gdy zapomnę zakręcić wodę i przeleje się z poidła:) robi się okropne błocko. 
Cały zwierzyniec - który waży nie mało, chodzi i miesza kopytami tworząc wielkie błockowisko.
Takie, które nieuważnym ściąga kalosze:) W wielkich kałużach tarzają się konie, a ja patrzę ze zgrozą ile dziś mam znów pracy by oskrobać je jakoś i wyczesać:)


Tej zimy jest mi wyjątkowo ciężko... 
Większość prac od jakiegoś czasu wykonuje Hubert.
A mnie obezwładnia to beznadziejnie wszędobylskie błoto 
Jak w "Nocach i Dniach"  :)))
Przebudzić się potrzebuję, otrząsnąć i zasilić endorfiną:))

Pozdrawiam Was z Nowym 2013!











poniedziałek, 22 października 2012


Plener  plastyczny  w  Mini zoo


28 sierpnia 2012 r. gościliśmy u nas dzieci z kółka plastycznego, z Domu Kultury w Obornikach Śl.
Pogoda dopisała nam wspaniale i jak można się było przekonać humory też.


Wszystkie zwierzęta bardzo chętnie współpracowały...


Lorien szczególnie wytrwale stała aż do ukończenia portretu:)


Diego śledził nawet ruchy reki:)


Spędziliśmy razem bardzo przyjemny dzień, 
a w październiku jedziemy na wystawę:)